poniedziałek, 24 listopada 2014

Miłość, miłość i jeszcze więcej miłości.

Dzisiaj opowiem wam o tym, czym dla mnie jest miłość. Zacznę od tego, że jest to ciężkie uczucie. W każdym związku jest wiele wzlotów i upadków. Często zbyt szybko mówimy: "Kocham Cię", często zbyt późno. Miłość może przychodzić łatwo, ale też z wielkim trudem. Na początku związku jeszcze się "poznajemy" i to nazywa się zauroczeniem. Nie możemy zbyt szybko zacząć kochać, aby nie zostać później ze złamanym sercem. No, ale niestety dużo dziewczyn o tym zapomina i nie dość, że potem płaczą po nocach to też wychodzą na idiotki. Bo przecież kto normalny po tygodniu znajomości może powiedzieć, że jest zakochany? Dziewczyna bardzo naiwna lub zdesperowana. Wracając do tego, że na początku związku się poznajemy mam na myśli to, że odkrywamy kawałeczek po kawałeczku wnętrze naszej sympatii i dlatego nigdy nie możemy udawać kogoś kim nie jesteśmy. Kiedy już dowiemy się o sobie trochę więcej, mamy już wspólne miejsca, wspomnienia i zainteresowania, wtedy przychodzi druga faza związku. Zaczynamy się przyzwyczajać do świadomości, że mamy kogo kochać, na kogo liczyć, komu ufać, z kim się śmiać i płakać i chociażby z kim tańczyć do upadłego, a potem jechać do McDonaldu na jedzenie. Zaczynamy tak na prawdę zakochiwać się w drugiej osobie. Zaczynamy zakochiwać się tak świadomie, bez żadnego "ale". Mamy ochotę wykrzyczeć to całemu światu! Tańczyć z radości w deszczu. zarywać całe noce, na rozmowach o tym jak bardzo kochamy drugą osobę i patrzeć całymi nocami na nasze wspólne zdjęcia. Cieszymy się jak idioci na każdego smsa, czujemy motylki w brzuszku z każdym pocałunkiem, a z każdym dotykiem przeszywają nas miłe dreszcze. Faza trzecia moim zdaniem polega na tym, że zaczynamy planować sobie wspólną przyszłość. I dopiero wtedy możemy powiedzieć z czystym sercem: "Kocham Cię!".I nie ma mowy tutaj o dziecinnym uczuciu. Ja na myśl o tym, że kiedyś zostanę Damiana żoną nie mogę usiedzieć na miejscu. Uśmiech mam od ucha do ucha i wiem, że to nazywa się prawdziwa miłość. I to jest miłość moi drodzy. Zdarzają się kłótnie w każdym związku, ale wtedy należy sobie przemówić do rozumu i powiedzieć, że to jest ta jedyna osoba i nie można tego lekceważyć. Moim zdaniem każdy musi dojrzeć do miłości. Nie możemy rzucać słów na wiatr i trzeba zawsze liczyć się z zdaniem naszej miłości. Musimy każdego dnia pokazywać to jak bardzo się staramy i jak bardzo jesteśmy wdzięczni drugiej osobie, że jest.

Kocham Cię Damian i dziękuję, że jesteś!



"Kiedy moje włosy odejdą i moja pamięć zblednie
A tłumy nie będą pamiętać mojego imienia
Kiedy moje dłonie nie będą grać na strunach w ten sam sposób
Wiem że wciąż będziesz mnie tak samo kochać"



czwartek, 20 listopada 2014

Metoda prób i błędów - czyli droga w poszukiwaniu odpowiedniego podkładu!



Cześć dziewczyny! Jak pewnie każda z nas wie, znalezienie odpowiedniego podkładu to nie lada wyczyn. Zanim sama znalazłam taki, który spełnia moje oczekiwania miałam z jakieś 10 podkładów. Zawsze nie trafiałam z kolorem. W związku z tym, że trochę dziewczyn czyta mojego bloga, które dopiero zaczynają się malować to chciałam napisać o tym co zrobić, aby świadomie kupić i być zadowolone z produktu :)



1. Nigdy nie kierujcie się tym jaki podkład ma kolor, kiedy sprawdzacie go na nadgarstku przy sztucznym świetle. 

Zawsze jak kupowałam podkłady to oczywiście nie trafiałam z kolorem właśnie przez takie sprawdzanie. Jeśli macie wypatrzone sobie jakiś podkład to zapytajcie się najpierw jakieś koleżanki czy go ma i wtedy go sobie przetestujcie. Jeśli niestety nie ma to kupcie opakowania do próbek, które znajdziecie w Rossmannie za 1,39 zł (chyba) i zapytajcie się pani w drogerii czy możecie sobie trochę nalać (oczywiście pamiętajcie o tym, aby nalewać próbki z testerów!). Kiedy macie już swoją odlewke to przy świetle dziennym nałóżcie podkład na szyję. Musicie zobaczyć czy kolor nie odcina się od waszej skóry szyi. Jeśli będzie pasował to już jeden problem z głowy.

2. Sprawdzajcie do jakiego typu cery jest dany produkt.

Przed zakupem podkładu oceńcie jaki macie typ cery. 
Jeśli macie cerę suchą:
Kupujcie podkłady nawilżające! Nigdy nie kupujcie matujących, ponieważ będą waszą buzie jeszcze bardziej wysuszały i podkreślały suche skórki.
Jeśli macie cerę tłustą:
Kupujcie podkłady przeznaczone do tego typu cery z wykończeniem matującym. Będą was matowiły na dłużej. 
Jeśli macie cerę problematyczną:
Wbrew pozorom nie kupujcie mocno kryjących podkładów, ponieważ będą was zapychały. Lepiej użyć lżejszego podkładu i korektora.
Jeśli macie cerę mieszaną:
Szukajcie podkładu dla każdego rodzaju cery :)


środa, 5 listopada 2014

Jesienne przemyślenia: Dlaczego doba jest dla mnie za krótka?

Jesień na ogół moim zdaniem jest piękna. Liście spadają z drzew, zaczynają się wieczory z kubkiem herbaty i książką w dłoni, niedzielne spacery są piękne i po jesieni jest zima. W końcu zima i święta Bożego Narodzenia, które po prostu kocham. Robienie z rodzicami potraw, strojenie choinki z braćmi, prezenty. Uwielbiam święta i już nie mogę ich się doczekać. Wracając do jesieni to moim zdaniem jest piękna, ale tylko w weekendy. Wracając do domu po szkole zawsze chce mi się spać. Pewnie to dlatego, że lada moment jest ciemno i czuję się jakby była już noc. Nie mam kompletnie ochoty na cokolwiek. Najlepiej to wejść pod kołdrę i do rana z niej nie wychodzić. Teraz jest godzina 17:32, a ja mam tak dużo rzeczy do zrobienia. Muszę nauczyć się na sprawdzian z wosu, na poprawę z historii (wspominałam, że nienawidzę historii?), przejrzeć youtuba, chcę przeczytać pare stron książki, bo od nowa zaczęłam czytać cykl Domu Nocy (uwielbiam te książki!), w między czasie coś zjeść, wykąpać się, wymalować paznokcie, porozmawiać z Damianem z jakąś godzinkę lub więcej przez telefon i iść spać. Tyle rzeczy jest do zrobienia, ale kiedy? Doba jest dla mnie stanowczo za krótka. Trzeba się wyspać, znowu ogarnąć do szkoły i jechać na pare lekcji. Fakt, że już o 16 zaczyna robić się ciemno mnie dobija. Zero energii. Zero chęci na cokolwiek. Zero chęci na naukę. Zero chęci na kolejny taki sam dzień. Też tak macie, że łapie was męcząca rutyna? W każdy poniedziałek zaczynam odliczać czas do soboty, bo piątków też jakoś nie lubię. W soboty kiedy się budzę to mam przed sobą cały dzień bez nauki, która jest dla mnie jak wampir wysysający energię. Mam czas na odpoczęcie za cały tydzień, na posprzątanie pokoju, na spacer, na obejrzenie ulubionych seriali, ale co najważniejsze na odpoczynek. Można powiedzieć, że od poniedziałku do piątku mam jesienną depresje. Dlatego proszę o koniec jesienni. Najlepiej to dajcie mi 1 lipca. Byłoby cudownie.